WARSZTATOWNIA:



Darmowa dostawa od 70 zł

Cudowne lata i... trudne słowa

Osiemdziesiąte. Siedemdziesiąte. Nauczyły nas, współczesnych rodziców kilku ważnych stwierdzeń: „bo tak”, „nie wtrącaj się”, „nie mów nikomu” i jeszcze innych, które wciąż przychodzą nam łatwiej niż mądre, wartościowe słowa.

 

W internecie od lat krąży piękna opowieść o czasach naszego dzieciństwa: o tym, że sąsiad miał prawo wymierzyć nam karę (oczywiście cielesną), a potem popijał sobie piwko z tatą, o tym, jak nikt nas nie pilnował, jak kradliśmy jabłka, no generalnie o tym, jaki to był piękny świat. Wiadomo, w końcu to cudowne lata naszego dzieciństwa.

 

Zgadzam się, że to był piękny świat, choć z innych powodów. Był to czas swobody, mogliśmy samodzielnie chodzić do lasu, jeździć rowerem dalej niż do końca podwórka, wracaliśmy ze szkoły z kluczami na szyi i nikt o nas nie drżał. To tego mi brakuje w świecie moich dzieci najbardziej – tej nieskrępowanej swobody, podwórek, odległości, łąk, sąsiedztwa i tego, że nikt się nad nami nie trząsł, a wszyscy przeżyli. Czy wyobrażacie sobie, że wypuszczam dziecko, np. 5-letnie w Warszawie i proszę, żeby poszło samo po chleb? Nie na odległy bazarek, tylko do sklepiku pod domem. Niemożliwe.

 

Ale dziś nie o tym. Lata osiemdziesiąte to czas, gdy ja i wszyscy znani mi współcześni rodzice byli mali i przesiąkali ówczesną atmosferą. Także polityczną, tworząc swego rodzaju pokolenie totalitarne, zakorzenione w irracjonalnym strachu przed wszystkim obcym, innym, poza domem. Strach strachem, najgorsza była atmosfera posłuchu. Zaczynało się gdzieś od góry – nie wiem, od partii, ZOMO, gazet, a przechodziło do szkół, przedszkoli (i nadal tam mieszka) i do naszych domów. Dziecko musiało słuchać wszystkich dorosłych, szczególnie swoich rodziców, miało być grzeczne, czyli podporządkowane, dobrze, jeśli było w miarę ciche. Szaleć mogło na podwórku, do woli, a w domu miał być spokój.

 

Tak sobie myślę, że dobrze, że to podwórko, rozumiane przecież szeroko, jako osiedle, dzielnica – dawało równowagę i że tam można było na trzepaku, wrotkach, rowerze czy grając w gumę zwyczajnie się wyszaleć. Szkoda, że dziś dzieci nie mogą.

 

W każdym razie w tym posłuchu słyszeliśmy słowa. Atmosfera atmosferą, ta jest ulotna, łatwo ją zmienić, ale słowa, które słyszymy niemal codziennie, zostają w nas na zawsze. Ciągle przy różnych okazjach, spotkaniach towarzyskich pojawiają się te utarte slogany. Oczywiście mówione żartem: ubieraj się bachorze, co wolno wojewodzie, to nie tobie smrodzie, dzieci i ryby głosu nie mają, bo pójdziesz do kąta, zejdź mi z oczu, do grobu mnie wpędzisz, jak ci zaraz spuszczę lanie, to pożałujesz, w domu porozmawiamy…, do tego święte bo tak lub bo ja tak mówię i nagle okazuje się, że łatwiej nam wypowiedzieć wszystkie te zwroty, niż cokolwiek pozytywnego.

 

Wlazło głęboko i nie chce wyleźć. Jak mamy być dobrymi rodzicami, skoro słowne mechanizmy, przemoc, jakiej byliśmy poddawani lub byliśmy świadkami niemal codziennie tkwią w nas tak głęboko, że jesteśmy w stanie przywołać je w środku nocy – nie zostały niczym innym zastąpione? Bo nikt mi nie wmówi, że mechaniczne: super, ślicznie, brawo jest cokolwiek warte i może się komuś przydać!

 

Staram się. Szukam. Czytam książki. Wiem, że najważniejsze są uważność, bliskość, czas, okazywanie miłości w kilku językach. Ale gdy przychodzą trudne emocje, np. frustracja, gniew czy złość, to zawsze pierwsza pojawia się zdarta płyta cudownych lat osiemdziesiątych. Ile trzeba czasu, pracy, starań, by w trudnych sytuacjach z automatu pojawiały się zwroty pełne szacunku i miłości? Ile jeszcze kursów trzeba odbyć, ile książek przeczytać, jak bardzo dbać o otoczenie i o swoją kondycję?

 

Wierzę, że możemy to zmienić. Mamy dostępnych mnóstwo narzędzi. Możemy uczyć się nowego języka, jakim jest np. Porozumienie bez przemocy (NVC, Nonviolent Communication), możemy starać się rozumieć siebie, swoje emocje i obdarzać empatią to, co czuje i czego potrzebuje druga strona (tego także uczy NVC), możemy rozwijać świadomość, pracować nad starymi już dziś niepotrzebnymi lękami, wstydem, żalem, upokorzeniami. Możemy uwalniać to, co nam już dziś nie służy i szukać, wprowadzać nowe, lepsze, służące życiu i relacjom rozwiązania.

 

Tylko przestańmy się zachwycać głupimi komentarzami, że klaps kogoś wychował lub że sąsiad z ojcem ma prawo nas bić, poniżać i zawstydzać, popijając przy tym alkohol. Było-minęło. Teraz czas na nowe otwarcie. I nową jakość życia. Podejmiesz wyzwanie?

Emilia Kulpa-Nowak

dziennikarka i trenerka, uczestniczka wielu zaawansowanych kursów NVC (Nonviolent communication, Porozumienie bez Przemocy) i absolwentka studiów NVC, założycielka i przez kilka lat prowadząca portal dzielnicarodzica.pl, autorka tekstów oraz książki dla rodziców. Tworzy NVCLab.pl, gdzie prowadzi i organizuje szkolenia. Pasjonatka książek i wiedzy. Żona i matka.

 Zapraszamy na warsztaty dla rodziców


Najbliższe spotkanie
4 marca
w Warszawie
:


DZIECKO Z POCZUCIEM
WŁASNEJ WARTOŚCI 

 
prowadzi Emilia Kulpa-Nowak



W codzienności z dziećmi łatwo o bezsilność, niecierpliwość, bezradność. Już naprawdę nie wiadomo, co ma sens, a co nie ma. Czy jeśli odpuścisz, to dziecko wyjdzie na ludzi czy raczej wejdzie ci na głowę? Czy musisz dokręcać śrubę? A może lepiej będzie kierować się w stronę luzu? Jak doprowadzić do porozumienia, do spokojnego wyjścia z domu i żeby chcieli pomagać w kuchni? I jak przeprowadzić dziecko przez trudy dorastania, by stało się dorosłym z poczuciem własnej wartości?

 

Przeczytaj program i zarezerwuj miejsce tutaj






Posted in Wychowanie Rodzicielstwo  

13-01-2017

Ihr Kommentar wurde erfolgreich gesendet. Vielen Dank für Kommentar!
Dodaj komentarz
Nazwa:*
Email:*
Wiadomość:*
  Captcha
  Dodaj komentarz