WARSZTATOWNIA:

Sukces jest dla ciebie Hawkins


Płacz zabaw - Emilia Kupa-Nowak


Na placach zabaw jest wszystko,
tylko nie zabawa.

Spadniesz, pobrudzisz się, nie dasz rady, tak się nie robi, nie syp piaskiem, nie wbiegaj na zjeżdżalnię... Czasami plac zabaw staje się placem boju: rodziców z dziećmi, zasad z pomysłami, brudu z modnymi ubraniami. Jesienią świeci pustkami, bo mokro, zimą – bo zimno, wiosną – bo jeszcze się nie rozkręciliśmy, a latem? Jest pełen sfrustrowanych opiekunów i równie sfrustrowanych dzieci.


Dzieci na placu zabaw uczą się, że nie wolno podchodzić do innych ludzi, nie wolno im zabierać przestrzeni i nawiązywać nowych znajomych. „Nie podchodź do pani, no chodź tutaj, nie przeszkadzaj panu” – mówią opiekunowie. Słyszę w tych słowach troskę o spokój innych, szacunek dla ich granic. I jednocześnie myślę, że to uczy nas tego zamykania się w swoich domach, na które tak często narzekamy. Bo nikt nikogo nie obchodzi i nikim się nie zajmuje, nie przejmuje. Sąsiedzi coraz częściej nie znają się, nie mówią dzień dobry. To się zaczyna na placach zabaw, gdy stroskani dorośli uczą dzieci, by trzymały się z daleka od innych. Przepraszają, że dziecko podeszło, że poprosiło o kawałek marchewki i ze wstydem odchodzą.

Dzieci na placu zabaw uczą się, że ze sprzętów można korzystać tylko w jeden z góry określony sposób. Nie wolno wchodzić po zjeżdżalni, ani zbiegać po schodkach na nią prowadzących. Nie wolno wieszać się z boku przyrządów. Nie wolno siedzieć zbyt długo na szczycie zjeżdżalni, bo już następni czekają, więc „zjedź chłopczyku, dziewczynka też przecież chce zjechać”. I słyszę tu troskę o zasady, porządek, ogólną harmonię i uwzględnianie innych. I jednocześnie martwię się, że to zabija w naszych dzieciach spontaniczność, kreatywność, otwartość i poszukiwanie wyzwań, nowych dróg. Potem jako dorośli będą aplikować na stanowiska wymagające kreatywności, elastyczności i być może niejednemu będzie brakowało właśnie tych cech?

Dzieci na placu zabaw często mają być „grzeczne” – czyli spokojne, delikatne, troskliwe. A jednocześnie integracja zmysłów i potrzeby rozwojowe dziecka wymagają wręcz szaleństwa, zwisania głową w dół, rzucania się w piach, a nawet popychania i ugniatania z innymi dziećmi. To może także skutkować lepszą znajomością swoich granic, granic swojego ciała, progu bólu, a w efekcie – asertywnością. Tak bardzo potrzebną cechą w życiu.

Dzieci na placu zabaw poznają, jak ulegać silniejszym – dorosłym: mamom, ojcom, nianiom czy babciom, ale też zupełnie obcym dorosłym, opiekunom innych dzieci. Szybko uczą się, że nie mają szans, że ich zdanie nie jest ważne. Obserwuję to z ogromnym smutkiem. Chciałabym, żeby wszystkie dzieci mogły być widziane, słyszane, szanowane. Zwłaszcza w miejscu, które należy do nich. Niestety opiekunowie bardzo chcą spokoju, łatwości – i też to rozumiem. I jednak chciałabym, żebyśmy szukali sposobów na to, by miejsce, które teoretycznie należy do dzieci – także w praktyce do nich należało. By mogły wejść na drzewo, leżeć na piasku, zaczepiać innych do woli i wymyślać zupełnie nowe zastosowania sprzętów. By mogły krzyczeć, biegać i by nie musiały słuchać: „wstań”, „spokojnie”, „bo się spocisz”, „zjedz teraz”, „przeproś”, „oddaj” i sakramentalnego „no to w takim razie idziemy” – które jest zwykłą groźbą i zastraszaniem dziecka. Obniża jego poczucie własnej wartości i buduje zewnątrzsterowność.

Dzieci na placu zabaw uczą się także, że ubrania są ważniejsze od tego, co w nich teraz się dzieje. Owszem widzę wiele dzieci, które mogą brodzić w błocie do woli, ale bardzo dużo białych sukienek, różowych falbanek, błękitnych spodenek i wyprasowanych koszulek – ma zostać właśnie takimi. Wiem, że fajnie patrzy się na ładnie ubrane dzieci, tak słodko wyglądają w tych ubrankach. I jednocześnie widzę, że to jest najczęściej ważne tylko dla opiekunów, a nie dla dzieci. Jednak to one nie mogą bawić się żwirem, korą czy błotem i kłaść się na trawie lub skakać do kałuży, właśnie dlatego, że mogą zniszczyć ubranka. Szkoda.

Dzieci na placu zabaw uczą się wreszcie – że ich uczucia, ich potrzeby, ich przeżycia nie są ważne! Muszą przepraszać na żądanie („i to szczerze!”), nie mogą płakać, mają słuchać dorosłych, nie mogą mieć nic własnego, no i mają wyjść właśnie wtedy, gdy chce tego ich opiekun. Wiem, że ważne są społeczne zasady, wychowanie dziecka na dorosłego, który szanuje innych i potrafi z nimi współżyć. Niestety mam poczucie, że to nie jest dobra droga do osiągnięcia tego celu. Dzieci mają naturalną potrzebę uwzględniania innych ludzi, a zmuszanie ich może powodować, że ważniejsza staje się ich potrzeba wolności i decydowania o sobie niż chęć sprawdzania, czego potrzebują inni ludzie.

Dzieci na placu zabaw uczą się wreszcie, że ich własność jest bezwartościowa. Nie ważna. Muszą się dzielić zabawkami lub jedzeniem z każdym przypadkowo napotkanym dzieckiem. Bez względu na to, czy tego chcą czy nie. A potem będą się uczyły dbać o siebie i swoje ważne rzeczy w dorosłości, często nieskutecznie.

Katastrofalna wizja? Częściowo! Bo widzę coraz więcej rodziców z uwagą podążających za potrzebami dzieci i biorących je pod uwagę, widzę dzieci, które mogą się wyszaleć, widzę rodziców, którzy śmieją się z zakazów i nawet zachęcają dzieci, by przeszły przez płot lub wdrapały się na drzewo. Którzy okazują empatię, gdy dziecko się uderzy lub nie chce podzielić swoją zabawką. I bardzo, bardzo mnie to cieszy!

 


 

Po praktykę zapraszamy gorąco na najbliższy warsztat z Emilią Kulpą-Nowak:

DZIECKO Z POCZUCIEM WŁASNEJ WARTOŚCI
13-14 października 2018 

To dwa dni z empatyczną komunikacją i dużą dawką ćwiczeń.
Będzie więc można wrócić do domu nie tylko z teorią ale przede wszystkim 
z doświadczeniem i nowymi umiejętnościami 
budowania relacji z dzieckiem i wspierania jego poczucia wartości!

 

Zobaczymy jakie komunikaty nie służą dziecku i czym warto je zastąpić,
przeanalizujemy to, co stosujemy wobec naszych dzieci, dowiemy się
jak reagować gdy dziecko mówi "nie", by wesprzeć jego rozwój,
jak wspierać poczucie wartości zamiast budowania samooceny, 
jak pomóc dziecku rozpoznawać uczucia i potrzeby, i wiele więcej...

Program warsztatu >


Emilia Kulpa-Nowak

dziennikarka i trenerka, uczestniczka wielu zaawansowanych kursów NVC (Nonviolent communication,

Porozumienie bez Przemocy) i absolwentka studiów NVC, założycielka i przez kilka lat prowadząca portal 

dzielnicarodzica.pl, autorka tekstów oraz książki dla rodziców. Tworzy NVCLab.pl, gdzie prowadzi i organizuje szkolenia.

Pasjonatka książek i wiedzy. Żona i matka.



Posted in Wychowanie Aktualności  

17-08-2018

Komentarz sind für diesen Beitrag geschlossen