Pokaż więcej
Nie znaleziono

Chorując za rodziców

Zwykło się mówić, że nie istnieje większa miłość niż ta matczyna. Po lekturze książki „Dzieci które chorują za rodziców” autorstwa Bruno Claviera śmiem twierdzić, że miłość matki jest ogromną siłą – ale nie dorównuje sile miłości dziecka do rodzica. To właśnie ona warunkuje przetrwanie, stanowi fundament egzystencji i popycha dziecko do brania na własne barki ciężaru, który bywa zbyt trudny nawet dla dorosłych. O tym dźwiganiu – bólu, niewypowiedzianych traum i latami skrywanych sekretów – jest ta poruszająca i niezwykle potrzebna książka.

Miłość, która leczy… kosztem siebie

Temat traum rodowych od kilku lat jest obecny w mojej świadomości. Na własnej skórze przekonałam się, jak doświadczenia kobiet z mojej linii rodowej wpływają na moje zdrowie. To właśnie pogarszająca się kondycja i ból odczuwany przez wiele miesięcy skłoniły mnie do poszukiwania powiązań między emocjami, historiami rodzinnymi a funkcjonowaniem ciała.

W opowieściach bliskich mi osób powracały podobne wątki: choroby dzieci, niepokojące objawy, wędrówki od gabinetu do gabinetu specjalistów, sprzeczne diagnozy, terapie bez oczekiwanych rezultatów. Zaczęłam zastanawiać się nad mniej oczywistą warstwą „chorowania”. Czy ciało dziecka może mówić w imieniu całej rodziny?

Clavier pokazuje, że może. W przypadku gdy otoczenie przestaje zapewniać dziecku poczucie bezpieczeństwa, ono zamiast zajmować się sobą, wykorzystuje swój czas i energię na ratowanie tych, którzy są podporą jego egzystencji: najważniejszym priorytetem dziecka staje się utrzymanie za wszelką cenę dobrej kondycji rodziców (biologicznych, adopcyjnych), innych członków rodziny lub odpowiedzialnych za niego osób obcych. Dziecko traci energię i zdrowie, chcąc uzdrowić tych bliskich, którzy są mu niezbędni do życia.

Dzieci chłoną emocje rodziców jak gąbka. Gdy maleńkie ciało podejmuje ogromny wysiłek emocjonalny – próbując „unieść” opiekuna – zaczyna prezentować objawy tego drenującego sposobu pomagania. Choroba bywa językiem lojalności.


Dziecko w roli terapeuty

Każdemu zdrowo funkcjonującemu rodzicowi zależy na szczęściu dziecka. Wszystko robimy dla dzieci i z myślą o nich. Często jednak zapominamy o sobie – o własnych zranieniach i lekcjach do odrobienia.

Dziecko obejdzie się bez dodatkowych zajęć i sal zabaw. Nie obejdzie się jednak bez rodzica osadzonego w swojej dorosłości, który nie ucieka od trudnych doświadczeń, lecz konfrontuje się z nimi. W przeciwnym razie – jak pisze Clavier: Dziecko może być w roli terapeuty swojej rodziny od momentu narodzin, a nawet już w łonie matki, tym bardziej, jeśli w rodzinie nie dzieje się dobrze.

Autor opisuje zjawisko, w którym dziecko odtwarza traumę rodzica w tym samym wieku, w jakim rodzic jej doświadczył. Pojawiają się symptomy, które uruchamiają medyczną machinę diagnoz i terapii, podczas gdy w rzeczywistości dziecko niesie coś, co do niego nie należy.

Dzieci są jak depozytariusze stłumionych emocji swoich rodziców i przodków, dlatego potrzebują, by pewne rzeczy zostały wypowiedziane.

Im więcej przemilczane, tym cięższy plecak na dziecięcych plecach. Rodzinne tajemnice są jak niewidzialne kamienie dorzucane do bagażu, który dziecko – z miłości i atawistycznej potrzeby więzi – bierze na siebie.

Międzypokoleniowy łańcuch

Dzieci, a potem dorośli, którymi się stają, są spadkobiercami traum swoich rodziców. Co istotne, Clavier podkreśla, że przekaz międzypokoleniowy nie dotyczy wyłącznie więzi biologicznych. Dzieci adopcyjne również przejmują ciężary emocjonalne swoich opiekunów. Nośnikiem doświadczenia nie jest więc wyłącznie genetyka, ale przede wszystkim więź i miłość.

Tym sposobem tworzy się międzypokoleniowy łańcuch, oznaczający, że z pokolenia na pokolenie przekazywane są pewne ‘zakłócenia’ w sferze emocjonalnej, które oddziałują na ciało, psychikę i życie potomków.

Z tej perspektywy hasło „zostaw przeszłość za sobą” okazuje się złudne. To, co niewypowiedziane, nie znika – zmienia jedynie miejsce przechowywania. Często trafia do ciała dziecka.

Ciało pamięta

Aby człowiek mógł przetrwać, mózg „zapomina” to, co traumatyczne. To mechanizm ochronny. Świadomy umysł wypiera zagrożenie, lecz ciało i nieświadomość przechowują ślad doświadczenia. Upływ czasu nie wymazuje rodzinnych historii. Są obecne w życiu potomków, a nawet całych narodów czy grup etnicznych.

Książka Claviera pełna jest przykładów pacjentów i rodzinnych historii, które pokazują, jak nieprzepracowana trauma może objawiać się w kolejnych pokoleniach pod postacią chorób, lęków czy powtarzających się życiowych scenariuszy. Autor nie straszy – raczej zaprasza do refleksji i odpowiedzialności.



Odpowiedzialność dorosłych

Najważniejszy wniosek płynący z tej lektury jest prosty, choć wymagający: rolą dorosłych jest zadbanie o siebie. O własne zdrowie psychiczne, o przepracowanie historii, o konfrontację z tym, co bolesne. Nie po to, by rozdrapywać rany, lecz by przerwać łańcuch.

Dzieci nie powinny być terapeutami swoich rodziców. Powinny zajmować się tym, co do nich należy – zabawą, odkrywaniem świata, beztroską.

„Dzieci które chorują za rodziców” to książka ważna dla rodziców, terapeutów i wszystkich, którzy chcą lepiej zrozumieć związek między emocjami a ciałem. To lektura, która nie oskarża, lecz uczy uważności. Pokazuje, że największym darem, jaki możemy dać dzieciom, jest odwaga zmierzenia się z własną historią.

Bo być może największa miłość to ta, która pozwala dziecku przestać chorować za dorosłych.

Agata Czmielewska

DZIECI, KTÓRE CHORUJĄ ZA RODZICÓW
Bruno Clavier

To, co się nam podobało w naszym własnym procesie wychowania, świadomie chcemy powtarzać; coś, co wywoływało w nas niechęć, chcemy odrzucić i tego nie powielać. Ale na poziomie nieświadomym często powtarzamy wobec swoich dzieci to, co dla nas samych było źródłem cierpienia w dzieciństwie, i wcale im nie przekazujemy tego, co było dla nas korzystne w naszym własnym rozwoju. To są nieświadome transgeneracyjne przekazy. W gabinecie psychoanalityka często ujawniają się podczas terapii dzieci. Psychoanaliza pomaga całej rodzinie uleczyć rodzinne traumy i uwolnić dzieci z konieczności powtarzania wzorca cierpienia rodziców i dziadków.

banerek

Udostępnij tę treść

Powiązane posty

Zaloguj się

Menu