Pokaż więcej
Nie znaleziono

David R. Hawkins - kontemplacja, country i dziurawa koszula



Jestem po lekturze książki „David R. Hawkins. Mój mąż, mój nauczyciel”. Muszę przyznać, że trochę niepokoiłam się przed przeczytaniem tej pozycji. Obawiałam się, że będzie sentymentalna albo stanie się pośmiertną laurką. Na szczęście nic z tych rzeczy się nie wydarzyło, natomiast książka okazała się możliwością do pogłębienia własnych refleksji o obecnym świecie duchowych nauczycieli, pisarzy i guru.

Postać Hawkinsa inspiruje, bo był człowiekiem, który osiągając naprawdę dużo, tak w dziedzinie psychiatrii, jak duchowości, zachował swoją skromność i autentyczność. To w dzisiejszym kolorowym, przebodźcowanym świecie jest cennym kierunkiem. 

Sięgając po tę książkę, byłam ciekawa, co może napisać o nim żona. Czy jego twórczość nie wystarczy? Sam Hawkins raczej nie zajmował się swoją osobą. Nawet nie specjalnie podpisywał się pod swoimi pracami, bo uważał, że był jedynie narzędziem do przekazania ich ludziom. Za prawdziwego twórcę uważał Boga. Po co w takim razie pisać taką książkę?

Chociażby po to, żeby zbliżyć się do normalności, jaka bije z jej stron. Do zwykłości człowieka, którego wielu nazywa mistykiem. Autorka i żona Hawkinsa zarazem, na podstawie opisu ich wspólnego życia przekazuje esencję jego nauk w praktyce.

Kontemplacja, country i dziurawa koszula

Poznajemy go w sytuacjach stresujących, zabawnych i groteskowych. Akceptującego siebie i swoje ego w całości. Davida R. Hawkinsa, który chodził w dziurawej koszuli – bo ją uwielbiał, codziennie zbierał kurze jajka (mieszkał na farmie), tańczył country i kochał psy. Szanował drugiego człowieka, opowiadał niewybredne żarty, a kiedy ktoś złośliwie zajeżdżał mu drogę – pokazywał środkowy palec.



Susan Hawkins wielokrotnie cytuje męża, podkreślając, że rozwój duchowy to nic innego, jak sposób na życie. Nasza ewolucja następuje samoistnie poprzez akceptację siebie i życia w pełni — z absolutnie każdą emocją, trudnością i przywarą. Życie i nasze wnętrze potrafi tak zadziwić, jak dopiec — życzliwość i skromność są świetnymi towarzyszami tej podróży. Tak przynajmniej przedstawiała się ta sprawa w domu Hawkinsów.

Czy piszę rzeczy oczywiste? Wydaje mi się, że bardzo łatwo zapomnieć o skromności, szczególnie że duchowe ego tak bardzo lubi mieć rację i być lepsze od innych. Lubi być bardziej uduchowione, oświecone, mądrzejsze. Wtedy nauczyciel duchowy staje się guru, a Hawkins nie chciał nim być.

Oświecenie to nie wyścig

Zresztą żaden guru nie jest nam do niczego potrzebny. Jeśli mamy intencję wzrostu – będziemy wzrastać. Duchowość to życie, a nie osiągnięcie. Świadomość zawsze dąży do rozwoju i będzie podążać za intencją jednostki.

To świetna informacja — nie musimy się w żaden sposób napinać, żeby następował nasz rozwój. Prawdziwą, głęboką intencję pokazują i tak nasze życiowe wybory. Fakty – co wybieram, jak traktuję siebie i innych, jaki świat tworzę swoją obecnością. Czy ćwiczę uważność, poświęcam czas na medytację i kontemplację? Czy podejmuję te działania z własnej potrzeby czy przekonania, że wypada?



Dosyć łatwo jest odróżnić prawdę od New Age'owych „wysokich wibracji”. Bycia miłym i sztucznym. Pustych frazesów o miłości i akceptacji. To nie jest prawdziwa intencja – to strategia, pomysł na siebie, przyjęta tożsamość.

Życie to nie jest żaden wyścig po oświecenie. Ta droga jest dosyć wyboista, o czym Hawkins szczegółowo pisał w swoich książkach. Nie jest ani łatwa, ani wybitnie przyjemna. Dlatego warto poczekać, aż życie zawoła o nas samo, kiedy będziemy gotowi.

Wspólna Miłość

Co dla mnie płynie z tej historii? Przede wszystkim hołd normalności. Opowieść Susan Hawkins to nie patetyczny ukłon w stronę guru. Wręcz przeciwnie. Autorka wielokrotnie podkreśla, że Hawkins nie pozwalał nazywać się w żaden wywyższający go sposób. Jedyne, na co się godził to Doktor.

Z książki płynie masa miłości. Tej przez duże M – bo pisząc o Hawkinsie ciężko nie pisać o Bogu, ale też tej powiedzmy małej – skromnej miłości. Do muzyki, do natury, do spotykanych na swojej drodze ludzi.

A jaka była miłość Susan Hawkins? Myślę, że ta kobieta może równie mocno zainspirować podejściem do życia. Akceptacją niełatwych wyborów — poślubienia mężczyzny znacznie starszego, poświęcenia życia jego dorobkowi, pracy, wyzwaniom. W imię czego?

Autorka otwarcie dzieli się swoją perspektywą, dla mnie bardzo ciekawą. Poznajemy kobietę pełną poczucia własnej wartości, stabilną, świadomą roli, jaką odegrała, towarzysząc Hawkinsowi przez ostatnie 20 lat jego życia.

Anna Szulc

DAVID R. HAWKINS. MÓJ MĄŻ, MÓJ NAUCZYCIEL
Susan Hawkins


Susan Hawkins opisuje życie z Davidem R. Hawkinsem, które dzieliła jako żona i najbliższa współpracownica. Książka jest przepełniona miłością i humorem. Pisze m.in.: „Wiele osób zachowuje się inaczej w miejscach publicznych, a inaczej w domu, ale nie Dave. Był tym samym miłym, mądrym, zabawnym i kochającym człowiekiem, niezależnie od tego, czy był na scenie, czy w domu”. 

banerek

Udostępnij tę treść

Powiązane posty

Zaloguj się

Menu