Pułapki i dary psychogenealogii

Pułapki i dary psychogenealogii
Psychogenealogia fascynuje mnie od lat. Jako terapeutka szukałam różnych dróg dojścia do przyczyn problemów swoich klientów, ale również potrzebowałam wsparcia we własnym procesie poznawania siebie i uwalniania się z różnorodnych trudności.
Temat traumy rodowej pojawił się na mojej drodze, kiedy moje zdrowie stanęło pod poważnym znakiem zapytania. Wtedy dzięki sesji ustawień systemowych dotarło do mnie, dlaczego choruję i uwolniłam się z przyczyny i skutku. To stało się początkiem zupełnie nowej drogi odkryć terapeutycznych. Kiedy zostałam mamą, moje poszukiwania przybrały trochę inną intencję – zrozumieć swój ród, żeby moje dziecko nie musiało nieść historii obciążeń przodków.
Pułapki psychogenealogii
Myślę, że to wtedy moje dociekania zaczęły przybierać niezdrowy kształt. W pewnym momencie zaczęłam wręcz śledzić przodków, jakby byli czemuś winni. Bałam się ich czasem dramatycznych losów i tego, jak mogą wpłynąć na życie kolejnych pokoleń. Zaczęłam odkrywać różne bardzo bolesne przełożenia historii rodziny na moje życie. Czytając o syndromie rocznicy, odkryłam, że moja ukochana kuzynka zmarła w wypadku tego samego dnia, w którym utopił się brat naszej babci. Idąc dalej, zaczęłam widzieć różne inne powiązania opisywane jako zjawiska przekazu transgeneracyjnego. Myślę, że się tego wystraszyłam i chciałam zaczarować rzeczywistość – uwolnić wszystkich ze wszystkiego. Na szczęście nie trwało to długo. Z pomocą przyszła dobra literatura, która uczy równowagi i nadaje sens procesowi uzdrawiania tematów rodowych.
Dzisiaj jestem znacznie spokojniejsza. To fakt, że psychogenealogia bardzo pogłębiła moje rozumienie ludzkiej psychiki i prawideł, które mogą sterować naszymi wyborami i zachowaniami. Mogą, ale nie muszą. Oczywiście nadal jestem w swoim procesie poznawania siebie, podświadomych przekonań i uwalniania się z nich. To jest moja droga zawodowa i osobista, i raczej już się to nie zmieni.

Tylko jeden krok
Jednak można to robić spokojnie – reagować na tematy i sytuacje w życiu, które realnie stają nam na drodze. Możemy zrobić tylko jeden kolejny krok. Potem przyjdzie czas na następne. Życie i tak samo pisze swoje scenariusze i nie mamy mocy sprawczej, żeby zabezpieczyć się przed bólem, który czasem niesie.
To też podkreśla każdy dobry psychogenealog i psychoterapeuta. Nie dojdziemy do stanu „ustawień fabrycznych”, bo taki nie istnieje. Obsesyjna „praca nad sobą” lub swoim rodem jest raczej mechanizmem obronnym w lęku przed życiem. Nie zaprogramujemy losu tak, żeby nic złego już nas nigdy nie dotknęło. Zawsze pojawia się kolejna podróż, wyzwanie, lekcja. Jednak kiedy jesteśmy świadomi swoich możliwości w przechodzeniu przez nie, nie muszą być przerażające.
Praca z traumą rodową daje wolność, bo oddziela wpływ historii od teraźniejszości. Uwalnia potencjał na przyszłość, możliwość odkrycia własnej, niepowtarzalnej drogi. Każdy własny krok ma być postawiony w odpowiedzialności, że robię ze swojego wyboru, na swoich warunkach i na własny rachunek.

Zaufanie do procesu
To fakt, że w każdej historii rodzinnej znajdują się „trupy w szafach”, bolesne doświadczenia, nieopłakane straty. Jeśli jakiś temat znacząco nas porusza to pewnie znak, że jakoś rezonujemy z historią i należy się tym tematem zająć. Jednak trzeba reagować na to, co faktycznie pojawia się, a nie szperać na ślepo w poszukiwaniu rodowej sensacji.
Co to znaczy zająć się? Jest masa sposobów na uwolnienie się z traum rodowych. Ann Ancelin-Schützenberger proponuje pracę z geneosocjogramem i atomem społecznym oraz psychodramę, Bruno Clavier opisuje swoje sesje psychoanalizy transgeneracyjnej i prace z dziećmi poprzez symboliczne domykanie dawnych negatywnych doświadczeń, istnieje dorobek Berta Hellingera — ustawienia systemowe.
Metod jest wiele, każdy coś dla siebie znajdzie. Sama w swojej drodze doświadczyłam trudności, które mogły zostać głębiej zrozumiane właśnie poprzez naświetlenie tła rodzinnego. Jest jednak wiele przestrzeni, które nie muszą zahaczać o ból albo grzechy przodków. Ważny jest zdrowy balans pomiędzy pracą nad swoimi trudnościami zapoczątkowanymi w dzieciństwie, przekazem transgeneracyjnym a zwykłym wzięciem odpowiedzialności za swój los. Przyjrzeniu się, jak ja kieruję swoim życiem i co mam już w swoich rękach.
Jeśli jesteśmy ciekawi siebie, chcemy żyć świadomie, potrzebujemy pomocy w powtarzających się trudnościach, to polecam skupić się wyłącznie na tym. Jeśli okaże się, że następnym krokiem jest odwrócenie się do przeszłości rodzinnej, to jestem przekonana, że morfogenetyczne pole rodzinne samo się o to upomni. Nasza otwartość na te tematy wystarczy, żeby książki, metody i odpowiedni terapeuci byli w dostępności.
Przypadek?
I tu miałam zakończyć swój tekst. Jednak coś podkusiło mnie, żeby zajrzeć do książki Elisabeth Horowitz „Uzdrowić drzewo rodowe”. Spontanicznie otworzyłam ją w miejscu, gdzie dawniej włożyłam jako zakładkę rysunek mojego syna. Zaciekawiona zaczęłam czytać o neurozie klasowej i trudnościach finansowych płynących z dawnych strat pojawiających się w rodzie. Poczułam potrzebę, żeby jeszcze raz poszukać w internecie informacji na temat przodka, którego losy były dla mnie zagadką. Wiedziałam, że nie znajdę na ten temat żadnych informacji, ponieważ sprawdziłam to już wielokrotnie. I tu doznałam szoku, ponieważ okazało się, że dane na jednej ze stron zostały zaktualizowane i otrzymałam wyczekiwaną od lat informację – imię i nazwisko przodka, którego losy były w mojej rodzinie kompletnie nieznane, a okazały się bardzo ważne.
Czy to przypadek? Dlaczego pisząc tekst o psychogenealogii, dotyczący potrzeby zamykania starych, rodowych spraw, dowiaduję się ważnej historii, która była dla mnie kompletnie niedostępna? Może właśnie po to, żeby zamknąć rozdział i uwolnić się od jej wpływu na mnie. Tu już na dzisiaj naprawdę zakończę...
Anna Szulc-Rudzińska – psycholog, psychoterapeutka
UZDROWIĆ DRZEWO RODOWE
Przykłady z praktyki
Elisabeth Horowitz
Najważniejszym i najpotężniejszym systemem, do którego przynależy istota ludzka, jest system rodzinny. Niniejsza publikacja łączy psychologię z genealogią, skupiając się na kwestii pomyślności życiowej. Autorka wyjaśnia, że nasze problemy, czy to natury materialnej, społecznej, czy uczuciowej, mają korzenie w drzewie genealogicznym – dwa, trzy, a nawet cztery pokolenia przed nami. Sukces materialny jest konsekwencją równowagi genealogicznej...
Anne Ancelin-Schützenberger
Dziedziczymy po przodkach nie tylko geny, ale też podejście do życia, zawód czy nawyki żywieniowe. Wszystko to stanowi przekaz intergeneracyjny i zazwyczaj jest jawne i oczywiste. Ta książka mówi o czymś więcej – o przekazie transgeneracyjnym, czyli o nieświadomym dziedziczeniu tego, co jest w rodzinie trzymane w tajemnicy, ukryte, niewypowiedziane, a często ujawnia się u potomków w postaci powtarzających się w każdym pokoleniu chorób, nagłych lub przedwczesnych śmierci i tragicznych wypadków.
Udostępnij tę treść

